niedziela, 3 stycznia 2016

InPost : Przesyłka znajduje się w punkcie nadawczym

Witam Was bardzo serdecznie w 2016 roku !
Pamiętacie moją serię : Dziwne sytuacje z Pocztą Polską ?
Co prawda znalazły się tam tylko dwa posty, ale wszystko przed nami.
Dziś przychodzę do Was z dziwną sytuacją, która miała miejsce przed świętami i jest bezpośrednio związana z InPostem. 
Na samym początku korzystania z usług tej firmy byłam bardzo zadowolona. 
Po pewnym czasie przestały dochodzić listy do mniejszych miejscowości, ale innych problemów nie było.

OPIS SYTUACJI
Przed świętami kupowałam prezenty na Allegro. Zamówiłam, zapłaciłam. Przesyłka miała dojść InPostem do 5 dni roboczych - okej. Czekałam - nic. Po tygodniu wyjechałam do Niemiec, z nadzieją, że gdy wrócę paczka znajdzie się u mnie w domu - ewentualnie zastanę awizo. Niestety tak się nie stało. 

CO ZROBIŁAM?
Pierwsze o czym pomyślałam to to, że oszukano mnie na Allegro. Co prawda użytkownik miał 100% pozytywnych komentarzy. Postanowiłam do niego zadzwonić. A ponieważ była to sobota nie miałam większych nadziei na rozwiązanie sytuacji. Sprzedawca odebrał - wyjaśniłam mu zaistniałą sytuację. Czekam na paczkę już 17 dni. Podał mi numer nadania i poprosił żebym wszystko sprawdziła. 
Weszłam na śledzenie przesyłek w InPost a tam komunikat : Przesyłka znajduje się w punkcie nadawczym Kraków ( mieszkam w Krakowie). Obok była podana data sprzed 4 dni. Nie bardzo rozumiałam dlaczego. Poinformowałam sprzedawcę, a on zalecił zadzwonienie do InPostu. Okej, tak też zrobiłam.

CZEGO SIĘ DOWIEDZIAŁAM?
Wykręciłam numer na infolinię, a tam powitał mnie komputer , który poprosił o wciśnięcie prawidłowego numeru na klawiaturze. Zanim doszedł z objaśnieniem do mojej cyferki minęło sporo czasu. Po wciśnięciu przywitała mnie melodyjka, prawdopodobnie była to Kołysanka dla Elizy, ale w nieudanym stylu. Odebrała bardzo miła konsultantka, ale jak wcześniej wspominałam była sobota i zarówno ja , jak i ta Pani nie mogła nic zdziałać, ponieważ osób odpowiedzialnych za przesyłki nie było. Obiecali zadzwonić w poniedziałek.

JAK SPRAWA SIĘ ROZWIĄZAŁA?
Zadzwoniono do mnie w poniedziałek i obiecano, że przesyłka będzie następnego dnia. I była. Tyle, że siedziałam cały dzień w domu, a awizo zostało włożone do skrzynki pocztowej. Szkoda, że listonoszowi nie chciało się przemierzyć 24 schodów. 
Przesyłka dotarła do mnie po 20 dniach. Nie wiem co bym zrobiła gdyby nie doszła do 6 grudnia, ponieważ był to prezent mikołajkowy.

Po 14 dniach otrzymałam maila z przeprosinami. :

,,Punkt Obsługi Klienta jest czynny w sobotę. Tego dnia punkt był zamknięty z przyczyn losowych (choroba pracownika).
Nie chcemy i dołożymy starań by nigdy nie stać się bezosobowym urzędem. Jesteśmy młodą i dynamicznie rozwijającą się firmą. Jednak by móc dalej się rozwijać musimy dawać naszym Klientom pewność, że mogą na nas polegać. Każda sugestia czy też uwaga nawet ta negatywna jest dla nas cennym źródłem informacji i jest pomocna w kształtowaniu naszego działania z perspektywy Klienta. Doceniamy wszelkie sygnały mogące przyczynić się do utrzymania wysokich standardów pracy obowiązujących w InPost. Zdając sobie sprawę z wagi odpowiedzialności, jaka ciąży na naszej firmie, podejmujemy nieustanne starania udoskonalania wdrożonych procedur oraz wprowadzania prekursorskich rozwiązań.
Jednocześnie wyrażamy nadzieję, że przyszła współpraca będzie przebiegała pozytywnie i bez zakłóceń. Zapewniamy, iż dokładamy wszelkiej staranności, aby proces doręczania przesyłek pocztowych przebiegał prawidłowo i podejmujemy działania mające na celu podnoszenie standardów świadczonych usług. Do każdego zgłoszenia podchodzimy w rzetelny sposób oraz traktujemy i rozpatrujemy je indywidualnie.

Za wszystkie niedogodności związane z zaistniałą sytuacją w imieniu InPost jeszcze raz pragniemy przeprosić i wyrazić nadzieję, iż przedstawione wyjaśnienia spotkają się ze zrozumieniem i zostaną uznane za wystarczające.''

Miło z ich strony, owszem. Ale wyjaśnienia ? Nie zależało mi na wytłumaczeniu, dlaczego w sobotę niczego się nie dowiedziałam. Zależało mi na tym, aby się dowiedzieć dlaczego moja przesyłka leżała przez tydzień w punkcie nadawczym. Opłaciłam przesyłkę priorytetową... no niestety - nie tym razem.

A Wy ? Mieliście jakieś nieprzyjemne spotkanie z InPostem ? 

5 komentarzy:

  1. Z ich usług wybieram tylko paczkomaty i jestem zadowolona. Z listów jeszcze nie korzystałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z paczkomatów również jestem zadowolona :)

      Usuń
  2. Na szczęście nigdy nie korzystałam z usług tej firmy. Słyszałam jednak sporo negatywnych wypowiedzi, między innymi to, że przesyłki idą zdecydowanie dłużej niż za pośrednictwem PP.Sama jednak nie korzystałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. kiedyś sporo korzystałam z Inpostu, szczególnie po podwyżce cen na PP, bo miałam do punktu Inpostu bliziutko i właściwie nigdy nie miałam powodów do narzekań. potem się przeprowadziłam i jakoś pozostała mi tylko PP. teraz jeśli o Inpost chodzi to korzystam tylko z paczkomatów, bo i te mam po drodze.

    dobrze, że mimo wszystko prezent zdążył dotrzeć! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi ulżyło, bo dziecku trudno wytłumaczyć, że Mikołaj został w dziale nadawczym :)

      Usuń